Służenie Bogu jest chwalebne i jest powiedziane: „Służcie Panu z bojaźnią” (Ps 2,11); „To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą” (Iz 49,6); „Błogosławiony sługa, którego pan, gdy powróci, zastanie tak czyniącego” (Mt 24,46). Jednak apostołom powiedziano: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” i znowu: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15,14-15).
Jak widać, istnieją różne poziomy doskonałości. Z jednego szczytu Pan wzywa nas do wspinania się na wyższy. Ten, kto stał się błogosławiony i doskonały w bojaźni Bożej, będzie chodził, jak napisano, „od cnoty do cnoty” (Ps 84,8 LXX), i od doskonałości do doskonałości, to znaczy wzniesie się w żarliwej szybkości swojej duszy, od strachu do nadziei. Następnie ponownie usłyszy Boże wezwanie do jeszcze świętszego stanu, jakim jest miłość. Ten, kto okazał się „sługą wiernym i roztropnym” (Mt 24,45), przejdzie do intymnej relacji przyjaźni i przysposobienia za synów.
W tym sensie należy rozumieć moje słowa. Nie chcę przez to powiedzieć, że rozważanie wiecznej kary lub błogosławionej odpłaty obiecanej świętym nie ma żadnej wartości. Wręcz przeciwnie, jest to pożyteczne, ponieważ wprowadza tych, którzy się temu oddają, w pierwsze stopnie błogosławieństwa. Ale miłość promieniuje pełniejszą ufnością i już nieskończoną radością.
Live a Reply